wtorek, 3 lipca 2012

imagin 35 cz.1

- Podaj do mnie ! - słyszałam odgłosy z tyłu.- UWAGA !
Bum. Piłka trafiła mnie z całej siły w głowę. Upadłam.
- Przepraszam! - podbiegł do mnie wysoki chłopak i klęknął przy mnie.
- Auuu, moja głowa - syczałam.
- Nic Ci nie jest ? - pytał jak nienormalny.
- Udaje - rzuciłam z ironią i ległam cała na piasku.
- Bardzo Cię boli? - nie dawał za wygraną.
Nie odpowiedziałam nic.  Podał mi rękę i pomógł wstać.
- Harry jestem - przedstawił się uśmiechnął.
- Przykro mi Harry, ale muszę już iść - podniosłam torbę z piasku i poszłam szybkim krokiem. Nie udawało mi się to zabardzo, bo każdy z nas wie jak komfortowo się idzie po piasku.  Idąc tak naburmuszona trafiłam do Starbrucka. Wypiłam kawę i zadzwoniłam do dziewczyn.
- Alice ? Gdzie jesteście ?
- A ty ? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. Nie lubiłam gdy ktoś mi tak odpowiadał.
- Starbruck.
- Zaraz tam będziemy ! Jezus nie uwierzysz! A dobra opowiem Ci za chwilę ! - krzyczała do telefonu.
Jak powiedziała tak też zrobiły. Za chwilę siedziały już obok mnie w kawiarni z kawami w rękach.
- POZNAŁYŚMY CHŁOPAKÓW ! - wypaliła Cher, a ludzie będący w tym samym pomieszczeniu od razu się obrócili i wzrok skierowali na nas.
- Ciszej - uciszałam ją.
- No chodziłyśmy tak po plaży, a oni siedzieli na brzegu ! Zaprosiłyśmy ich dzisiaj o 18 do nas. - mówiła rozentuzjazmowana Al.
- Niesamowite -  powiedziałam z lekką może niewyczuwalną ironią.  - Czekajcie ! Co ? DO NAS ? DZISIAJ? - pytałam z niedowierzaniem i oczami jak pięć złoty.
- Ojej zapomniałam ! - Cher klepła się po głowie.
- No właśnie - parsknęłam i wstałam kierując się do wyjścia.
Dzisiaj mija równo pół roku od kiedy rozstałam się z "miłością mojego życia". Miałyśmy w ten dzień pobyć SAME z paroma butelkami piwa i czymś do przegryznie. Jeżeli dziewczyny nie miały ochoty zanudzać się ze mną to mogły powiedzieć nie nastawiałabym się na wsparcie ani nic z tych rzeczy.
Wróciłam do domu. Wzięłam najpotrzebniejsze rzeczy i powędrowałam na plażę. Było już ciemno więc klimat był. Usiadłam na bluzie włączyłam mp4 i zaczęły się wspomnienia.  Robiłam kółka ręką na piasku, które podchodziły pod serca poczym zostały przeze mnie zniszczone. Wyciągnęłam papierosy. Odpaliłam i zaciągnęłam się jednym z nich. Powietrze było wilgotne, ale ciepłe. I to właśnie jest tutaj najlepsze. Woda obmywała kamienie od czasu do czasu zostawiała ślady na moich białych trampkach. Siedziałam tak do drugiej nad ranem. Lekko zjarana i totalnie nieogarniająca ledwo wróciłam do domu. U dziewczyn impreza trwała w najlepsze. Hałas. Dziwne, że jeszcze policja się nie wprosiłam na imprezkę. Nie zwracając uwagi na resztę jakimś sposobem znalazłam się w swoim pokoju.  Ktoś wszedł zaraz za mną.
- Jak ty wyglądasz na litość boską ? - krzyczała Cher, a za chwilę za nią pojawiła się Alice.
- Gdzieś ty była - wtórowała.
- Tu i tam - zaśmiałam się.
Szeptały coś do siebie na ucho.
W końcu zorientowałam się, że obok mnie na łóżku leży jakiś chłopak. Wrzasnęłam.
- Co to ma być ? - krzyknęłam i zeszłam na dół na ganek. Wzięłam do ręki kolejnego papierosa i odpaliłam.
- Co ty robisz ? - darła się Alice i szarpnęła mnie za rękę.
-Daj mi spokój ! Jak ty się zaciągasz to ja nic nie móie więc zrób to samo co ja i nie mieszaj się - zgasiłam ją, papierosa również i wróciłam na górę.  Zostawiając przyjaciółkę samą przed drzwiami z miną jakby zobaczyła trupa.